Ostatnia podróż do Barcelony obfitowała w wiele ciekawych spostrzeżeń. Jednym z nich była rzesza imigrantów ze Wschodu i Afryki, którzy opanowali to miasto. Chciałabym pokazać Wam to zjawisko z perspektywy przeciętnego turysty i tego, na co warto zwracać uwagę, robiąc biznesy z imigrantami.

Bezcenne produkty spożywcze

Jeśli chcesz zadbać o swój portfel, zakupy spożywcze staraj się robić w większych supermarketach. Ceny w mniejszych sklepach (prowadzonych przez imigrantów) mogą być często kilkukrotnie wyższe. Co więcej, w wielu z nich produkty nie są w ogóle oznaczone ceną, a sprzedawcy zamiast korzystania z kasy fiskalnej, używają kalkulatorów lub kartki papieru i długopisu – nie licz na paragon :). Efekt? Zakup butelki wody, bagietki i oliwek może kosztować Cię nawet 15€. W większym dyskoncie (np. Careffour, którego często można spotkać w Barcelonie) za te same produkty zapłacisz około 5€.

O tych bolesnych różnicach cenowych przekonaliśmy się niestety na własnej skórze już pierwszego dnia… Na domiar złego sprzedawcy unikają rozmów z turystami, dlatego jakakolwiek próba dociekania cen poszczególnych produktów kończy się niepowodzeniem.

Skoro różnice są tak duże, to pytanie, dlaczego tego typu sklepu utrzymują się na rynku? Ich główną przewagą jest dostępność. Chodzi nie tylko o fakt, że znajdziesz je praktycznie na każdej ulicy, za rogiem, obok hotelu czy na starówce. Równie istotne jest to, że ich godziny otwarcia są właściwie bezkonkurencyjne w stosunku do sklepów typowo hiszpańskich. Bez względu na to, czy trwa właśnie sjesta, jest późny wieczór albo bardzo wczesny poranek – zawsze znajdziesz w pobliżu mały, arabski sklep, który zaspokoi Twoje potrzeby. Cóż, kij ma dwa końce…

Sklepy z pamiątkami

La Rambla podobnie jak cała stara dzielnica Barcelony słynie z dziesiątek (albo i setek?) sklepów z pamiątkami. Większość z nich prowadzona jest przez imigrantów ze Wschodu. W przeciwieństwie do sprzedawców w sklepach spożywczych, ci jednak są bardziej rozmowni. Chętnie zaproponują ciekawe rabaty na rozmaite pamiątki, a jeśli robisz większe zakupy i nieco się potargujesz, możesz wyjść na tym całkiem nieźle.

Minus tego typu sklepów z pamiątkami to małe zróżnicowanie oferty. Po odwiedzeniu dziesięciu z nich, szybko zauważysz, że wszędzie znajdują się praktycznie te same produkty (co ciekawe, ich ceny niekoniecznie jednak są takie same). Jakość tych produktów czasem również pozostawia sporo do życzenia, dlatego zanim cokolwiek kupisz, sprawdź kilka razy, czy na pewno nie zawiera defektów.

Prawdziwi koneserzy pamiątek, którzy liczą na hiszpańskie rękodzieło, niestety nie znajdą w takich sklepach niczego interesującego. Aby zdobyć pamiątki znakomitej jakości i pochodzące w 100% z Hiszpanii trzeba się nie tylko trochę nachodzić, ale i zapłacić dużo więcej. Sporo takich sklepów znaleźć można w wąskich uliczkach dzielnicy gotyckiej, w których nieraz kryją się prawdziwe skarby.

Łan Jero Man

Parque Guell, Parc Guell, Gaudi, Barcelona // Hispanico.pl
Łan Jero Man w Parque Güell, Barcelona

Spotkasz go na plaży, na starówce, w Parque Güell, a nawet przy magicznych fontannach Montjuïc. Imigrant ze Wschodu lub Afryki, który za 1€ sprzeda Ci to, czego wcale nie szukałeś lub zaoferuje usługę, o jakiej nie marzyłeś. Wachlarz usług i produktów jest szeroki, ale zwykle pokrywa się tematycznie z miejscem, w którym aktualnie się znajdujesz. Na plaży możesz zostać uraczony kilkunastominutowym masażem, usługą plecenia warkoczyków, drinkiem, piwem lub papierosem. Na ulicach w zabytkowych częściach miasta za 1€ kupisz niewielkie pamiątki, a przy fontannach Montjuïc – świecące w ciemności gadżety.

Tego typu działalność (przynajmniej w wiekszości przypadków) nie jest legalna. Najlepiej można się o tym przekonać w Parque Güell, gdzie sprzedawcy prezentują swoje produkty na łatwo zwijalnych płachtach lub w przypadku wiszących gadżetów – na rozłożonych parasolach. Gdy tylko w pobliżu pojawia się policja, sprzedawcy wraz z całym swoim asortymentem znikają w ciągu zaledwie kilku sekund. Ale spokojnie… nie znikają na zawsze. Zmieniają jedynie lokalizację, więc z pewnością znajdziesz ich w innej części parku.

Łan Jero Meni w całej swej przedsiębiorczości nie są na szczęście nachalni, a czasem ich produkty mogą okazać się faktycznie przydatne. Tak czy inaczej nie licz na pogawędkę – ich hiszpański czy angielski rzadko pozwalają na konkretniejszą rozmowę. Co więcej, dziwna wymowa niektórych słów może wręcz wprowadzać w błąd… tak było, gdy pewnego dnia jeden ze sprzedawców piwa wołał Łan jero bjer! Łan jero bjer!, co w pierwszej chwili odebrałam jak polskie Bierz jedno euro!

Jessica Alvaro

Jessica Alvaro

Zafascynowana językiem hiszpańskim i kulturą iberoamerykańską. Poszukuje kreatywnych sposobów nauki języków obcych, często tworząc przy tym własne. Między innymi właśnie to popchnęło ją do stworzenia serwisu Hispánico.
Jessica Alvaro
PODZIEL SIĘ

Dodaj pierwszy komentarz

avatar
wpDiscuz