Tapeta na pulpit: Warzywa

Hiszpańskie Warzywa - tapeta na pulpit / Hispanico.pl
Poznaj hiszpańskie warzywa

Specjalnie dla Was przygotowaliśmy kolejną tapetę na pulpit, która pozwoli Wam poszerzyć słownictwo w najbardziej naturalny sposób – poprzez spędzanie czasu z językiem. W załączonej paczce znajdziecie tapety dziewięciu najpopularniejszych rozdzielczościach.

Facebook w języku Indian

Połowa mieszkańców Boliwii to rdzenna ludność Ameryki.

Nie jest również tajemnicą to, że choć 80% Boliwijczyków posługuje się językiem hiszpańskim, to blisko 1,5 mln z nich zna także język swoich przodków. Co skłoniło grupę kilkunastu osób do przetłumaczenia Facebook’a na język Ajmara?

W 2009 r. grupa miłośników Ajmary założyła wirtualną społeczność o nazwie Jaqi Aru. Głównym powodem, dla którego powstała ta inicjatywa jest fakt, że Ajmara to drugi prekolumbijski język, który jest najczęściej używany w krajach Ameryki Południowej. Co więcej, znajduje się on na na liście UNESCO w kategorii języków najbardziej zagrożonych wyginięciem.

Jednym ze sposobów Jaqi Aru na popularyzację języka rdzennych mieszkańców Ameryki jest zwiększanie jego ilości w Internecie. Członkowie grupy prowadzą indywidualne i grupowe blogi, na których piszą w języku Ajmara. Tłumaczą na ten język również treści znajdujące się w Wikipedii. To jednak wciąż było mało, dlatego wpadli na pomysł, aby przetłumaczyć na swój język najpopularniejszy serwis społecznościowy na świecie.

W to przedsięwzięcie grupa zaangażowała około 20 wolontariuszy. Warunkiem postawionym przez Facebook było bowiem przetłumaczenie, aż 24 000 słów, które pozwolą na swobodne poruszanie się po portalu. Po wielu tygodniach pracy cel ten udało się osiągnąć i obecnie grupa czeka na ostateczną akceptację tłumaczeń ze strony serwisu.

Co zmieni jeszcze jedna wersja językowa Facebook’a? Zdaniem członków Jaqi Aru jest to kolejny krok, który pozwoli młodym ludziom zwiększyć poczucie własnej wartości i tożsamości kulturowej. Jak mówi Rubén Hilari, przedstawiciel grupy – „Jeśli dzisiaj nie będzie pracować nad naszym językiem i kulturą, jutro będzie za późno, aby przypomnieć sobie kim jesteśmy i jakie są nasze korzenie” [tłum. red.].

Guayabera i jej karaibskie korzenie

Guayabera to specjalny rodzaj męskiej koszuli zaprojektowanej z myślą o gorącym, tropikalnym klimacie.

Największą popularnością guayabera cieszy się w Meksyku, Puerto Rico, na Dominikanie oraz na Kubie. Równie często możecie ją jednak spotkać także w Afryce oraz w południowo-wschodniej części Azji. Co zadecydowało o takim sukcesie, wydawałoby się zwyczajnej męskiej koszuli?

Choć korzenie guayabery nie są do końca znane, uważa się że jej powstanie jest wynikiem połączenia stylu rdzennych mieszkańców Ameryki ze stylem hiszpańskim na przełomie XVIII i XIX wieku. Różnorodne wykończenia koszuli zostały zaczerpnięte przede wszystkim z krajów Ameryki Łacińskiej, Meksyku oraz Filipin. Zdaniem niektórych, początków powstania guayabery należy doszukiwać się w momencie największej ekspansji szlaków handlowych. Według tej teorii koszule pochodzące z Veracruz (Meksyk) miały zostać przywiezione na Kubę, a stamtąd za sprawą hiszpańskich żeglarzy powędrowały (lub raczej popłynęły) na Filipiny, gdzie dokonano kolejnych zmian krawieckich.

Inna z teorii mówi, że to na Filipinach powstała pierwsza wersja koszuli, która następnie trafiła na Kubę oraz do Meksyku. Choć prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, która z tych teorii jest prawdziwa, jedno jest pewne – guayabera to jeden z niewielu tak bardzo multikulturowych wynalazków na świecie.

Kubańska nazwa

Jak nie trudno się domyślić, również w przypadku nazwy nie ma pełnej jasności. Według niektórych pochodzi ona od kubańskiej legendy, która opowiada o biednej kobiecie, szyjącej dla męża koszule z dużymi kieszeniami. Te ostatnie miały mu pomagać w zbieraniu owoców zwanych guajavas, od których miałaby pochodzić nazwa koszuli.

Zdaniem innych guayabara wywodzi się od słowa yayabero, którego używano dla określenia osoby żyjącej w pobliżu rzeki Yayabo na Kubie.

Nietypowy krój

Guayabera wykonana jest zwykle z bawełny lub lnu. Najbardziej charakterystyczne elementy to pionowe pasy przechodzące wzdłuż całej koszuli – zarówno z przodu, jak i z tyłu. Typowe są także starannie wykonane dwie lub cztery kieszenie uzupełnione o dopasowane do koszuli guziki.

Mimo że guayabera w wersji tradycyjnej jest zwykle biała lub pastelowa, dostępne są również wersje w wielu innych kolorach. Dla przykładu – w Meksyku przez bardzo długi czas ogromną popularnością cieszyły się czarne koszule z kolorowymi kwiatami, bogatymi zdobieniami i francuskimi mankietami. Meksykańskie wersje guayabery są zresztą jednymi z najbardziej wzorzystych i to właśnie takie odmiany tej koszuli są w wielu przypadkach pożądane jako element formalnego męskiego stroju.

Koszula tylko od święta?

W krajach takich jak Kuba, Dominikana, Meksyk czy Puerto Rico guayabera uważana jest za element stroju oficjalnego. Szczególnie często ubierana jest przez mężczyzn na wesela, pogrzeby oraz spotkania biznesowe.

Politycy tacy jak César Chávez, Carlos Prío Socarrás, czy Fidel Castro podczas swoich wystąpień również często zakładali ten rodzaj koszuli. Według niektórych stała się ona symbolem populistycznego podejścia tych przywódców. Co ciekawe, Ronald Reagan oraz George H.W. Bush odwiedzając kubańską społeczność Miami, na znak solidarności również ubierali guayaberę.

Jak zwał tak zwał…

W różnych krajach możecie spotkać się z inną nazwą na określenie guayabery. W Wielkiej Brytanii oraz Zimbabwe popularne jest określenie safari shirt. Na Dominikanie używa się określenia chacabana, na Jamajce – bush jacket, a w meksykańskim stanie Yucatán – camisa de Yucatán (koszula z Yucatán).

A może i w Waszej szafie kryje się jakaś odmiana guayabery?

Dzień Niepodległości w Meksyku

16 września obchodzony jest Dzień Niepodległości w Meksyku. Dla Meksykanów to dzień szczególny i święto narodowe. Wszystko ze względu na obchody upamiętniające wybuch wojny o niepodległość kraju, która trwała ponad dziesięć lat.

To jednak w przeddzień tej rocznicy organizowane są główne obchody. O godzinie 22:00 prezydent Meksyku wychodzi na balkon Palacio Nacional, ogłaszając rozpoczęcie obchodów Święta Niepodległości. Śpiewany jest wówczas hymn narodowy, wznoszone są hasła Viva Mexico!, a całość kończy pokaz fajerwerków. Tak wyglądało to dwa lata temu:

Kolejnego dnia odbywają się liczne parady uliczne, a cały kraj przechodzi w stan odpoczynku i świętowania. Warto też wspomnieć, że podczas tego wydarzenia popularna jest potrawa chiles en nogada, której barwy nawiązują do kolorów flagi narodowej.

Chiles en nogada, Święto Niepodległości, Meksyk - Hispanico.pl
Chiles en nogada, Źródło: http://bit.ly/1FsCmif

Sandwich Cubano – historia i ciekawostki

Ta wydawałoby się zwyczajna kanapka ma za sobą ponad stuletnią historię. Stworzono ją na przełomie XIX i XX wieku dla kubańskich robotników pracujących na Florydzie.

Do dziś nie jest jasne, kto i gdzie przygotował po raz pierwszy sandwich cubano. To co jest pewne, to że wieści o nim szybko rozeszły się również do innych krajów. Nic więc dziwnego, że w wielu miastach takich jak Nowy Jork, Chicago czy New Jersey nadal można odnaleźć różne odmiany tej kanapki, które w mniejszy lub większy sposób nawiązują do oryginalnej wersji.

Co specjalnego kryje się w sandwich cubano?

Składniki są dość przeciętne: szynka, pieczona wieprzowina, ogórek, ser szwajcarski, musztarda i kubański chleb, który przypomina nieco francuskie pieczywo. Oprócz wersji standardowej po zmroku możecie spotkać się także z wersją medianoche (północ). Ta odmiana sandwich cubano zawdzięcza swoją nazwę klubom nocnym w Hawanie, w których sprzedawana jest tylko o późnej porze. W czym tkwi różnica? Tak naprawdę chodzi jedynie o pieczywo. W medianoche jest ono bowiem bardziej delikatne i słodkie w smaku.

W gruncie rzeczy nic nie stoi na przeszkodzie, abyście sami spróbowali przyrządzić swój pierwszy sandwich cubano. W Internecie znajdziecie wiele przepisów i filmów, które krok po kroku pokazują, jak przyrządzić tę szybką przekąskę. Poniżej znajdziecie jeden z nich, który szczególnie urzekł mnie ze względu na zaangażowanie i pasję, z jaką prezenterka – Natalia Delgado prezentuje przepis :).

Hiszpański autobus powie Ci wszystko

Po odwiedzinach w tętniącej życiem Barcelonie oraz nieco wyludnionej Walencji przyszedł czas na Malagę. Dostanie się do tego miasta nie było jednak tak łatwe, jak mogłoby się wydawać…

Wszystko zaczęło się jeszcze w przeddzień naszej planowanej podróży, czyli 5 sierpnia. Wybraliśmy się na dworzec w Walencji, aby zgodnie z planem kupić bilety na pociąg. Wówczas spotkała nas niespodzianka nr 1: bilety do Malagi na czwartek i kolejne dni zostały wyprzedane. Zaraz za tym nastąpiła niespodzianka nr 2: jedyne możliwe połączenie to podróż z przesiadką w Madrycie, czyli kilkaset euro w plecy.

W tamtej chwili poczuliśmy, że wbrew pozorom polskie koleje nie są takie złe… bo przecież nawet po wyprzedaniu miejscówek moglibyśmy nadal liczyć na miejsca stojące lub chociaż ledwo stojące, jakiekolwiek zresztą…

Niedowierzając całej tej sytuacji, zdecydowaliśmy się na sprawdzenie rozkładu dalekobieżnych autobusów. I tak… udało nam się załapać na jedne z ostatnich miejsc. Tutaj możnaby też postawić kropkę, gdyby nie fakt, że nasza podróż miała trwać 12 godzin. 12 godzin siedzenia, 12 godzin nudy, 12 godzin za pan brat z klimatyzacją, od której już i tak zdążyłam się przeziębić (klimatyzacja jest w Hiszpanii dosłownie wszędzie…). Liczba 12 zdawała się być wyrokiem, na który zostaliśmy skazani. Wyrok ten odsiedzieliśmy jednak łatwiej i przyjemniej, niż początkowo zakładaliśmy. Ba! Autobus okazał się świetnym miejscem do poczucia hiszpańskiej kultury na własnej skórze.

Numerowane miejsca? Ee tam…

Jak przystało na porządnych turystów, miejsca w autobusie zajęliśmy dokładnie takie, jakie były wskazane na bilecie (i całe szczęście!). Szybko okazało się jednak, że jesteśmy jednymi z niewielu, którzy kierują się tą prostą zależnością. Tymczasem przystanków w naszej podróży było sporo, więc już mniej więcej po dwóch godzinach zaczęło dochodzić do pierwszych nieporozumień między pasażerami.

Nowowsiadający, chcąc zająć wyznaczone na biletach miejsca, napotykali opór tych, którzy już je zajmowali. Tłumaczenie było jedno – Na moim miejscu też siedzi ktoś inny. Z kolei „ktoś inny” zapytany, dlaczego zajmuje miejsce poprzedniego, tłumaczył się tym samym, co tamten. Sajgon!

Autobus ruszył a połowa pasażerów nadal stała w wąskim przejściu, próbując dostać się do swoich miejsc. Napięcie rosło. W powietrzu unosiło się widmo prawdziwie hiszpańskiej awantury. Zamieszki ukróca wreszcie kierowca, który ogłasza przez mikrofon: Proszę usiąść gdziekolwiek! Na najbliższym przystanku wszyscy pasażerowie mają obowiązek wysiąść i na nowo zająć swoje miejsca zgodnie z numerami na biletach! Pożar ugaszony.

Pueblo, sobrino i madre mía!

Zmiana miejsc poskutkowała tym, że obok nas przysiadła się młoda, pełna wigoru i temperamentu, gadatliwa Hiszpanka. Wypowiadała słowa z prędkością światła i rozmawiała ze wszystkimi wokół… No może oprócz nas, bo mimo szczerych chęci w tym potoku słów właściwie niewiele byliśmy w stanie zrozumieć.

Wśród całej tej kilkugodzinnej plątaniny opowieści udało nam się jednak wyróżnić trzy słowa klucze. Pierwszym z nich było pueblo. Co jak co, ale jedno było jasne: dziewczyna wraz ze swoją matką zmierzały do niewielkiego pueblo w górzystej Andaluzji. Przystanek za przystankiem wraz z pozostałymi pasażerami poznawaliśmy więc historię tej małej miejscowości i wszystkich wspomnień, które się z nią wiązały. Uroczo.

Drugie słowo klucz to sobrino (siostrzeniec). Pojawiło się ono przy okazji opowiadania o rodzinie. Z nim też związany był trzeci zwrot – madre mía! Każda opowieść o siostrzeńcu kończyła się bowiem właśnie tymi słowami, wypowiadanymi to raz z euforią, to z westchnieniem. Przypominało to nieco okrzyki kucharza z wiekowej już bajki Porwanie Baltazara Gąbki.

Gdy nareszcie dotarliśmy do wspomnianego pueblo, dziewczyna rzuciła na pożegnanie Hasta luego! Qué tengáis un buen viaje! (Do zobaczenia! Udanej podróży!), na co pół autobusu odpowiedziało Gracias! – a ja chyba po raz pierwszy w życiu poczułam tak wielką ulgę, mogąc chwilę posłuchać własnych myśli.

Droga do Malagi

Podczas naszej dwunastogodzinnej podróży zaliczyliśmy kilkadziesiąt przystanków w rozmaitych miastach i miasteczkach. Mimo że było to momentami męczące, za każdym razem mieliśmy okazję odczuwać na własnej skórze różnice w zmieniającym się klimacie. Jadąc wzdłuż linii morza, wilgotność powietrza była zdecydowanie większa, niż wtedy gdy byliśmy w głębi lądu. Najbardziej dotkliwy upał zastaliśmy w Grenadzie, gdzie temperatura sięgała blisko 40°C, a powietrze było tak suche, że klimatyzowany dworzec wydawał się być istną oazą podczas półgodzinnego postoju.

Wraz ze zmianą każdego kolejnego miasta, zmieniał się też akcent. Od dosyć wyrazistego i czystego języka hiszpańskiego, który dominował w Walencji przechodziliśmy do coraz mniej zrozumiałych jego odmian. W samej Maladze szybko przyzwyczailiśmy się do tego, że litera „s” na końcu większości wyrazów jest pomijana. Zmieniła się także szybkość mówienia, która nabrała tam takiego rozmachu, że kilka razy musieliśmy prosić o powtórzenie pewnych zdań w wolniejszym tempie. Andaluzyjczycy chętnie używają regionalnej odmiany języka hiszpańskiego, która jest na tyle niezrozumiała, że każda ich próba pójścia w tym kierunku kończyła się naszymi szeroko rozwartymi oczami i komentarzem „yyy…”. Było to jednak na tyle wymowne, że nasi rozmówcy szybko wracali na ziemię i zaczynali mówić normalnie, czyli po kastylijsku.

A na koniec… ciekawostki

Mimo, że między polskimi a hiszpańskimi autokarami nie ma przesadnie dużych różnic, kilka rzeczy rzuciło nam się w oczy. Oczywiście ciężko generalizować, że we wszystkich liniach autokarowych wygląda to tak samo, dlatego swoje obserwacje opieramy tylko na autobusie linii ALSA, którym podróżowaliśmy.

Pierwsza kwestia, która zauważyliśmy przy wsiadaniu do autokaru to brak pomocy kierowcy przy załadowaniu bagażu. Bez względu na to, czy masz mały plecak, czy kilka dużych toreb – musisz liczyć na własne siły. Rola kierowcy w tym przypadku ogranicza się wyłącznie do wskazania luku, w którym należy umieścić bagaż.

Pozytywnym zaskoczeniem był natomiast ekran z mapą, który znajdował się wewnątrz autokaru. Podczas jazdy mogliśmy śledzić trasę i kontrolować to, w jakim mieście będzie kolejny przystanek.

Ostatni element, który wzbudził nasze zainteresowanie to wejście słuchawkowe znajdujące się przy siedzeniach. Początkowo nie bardzo wiedzieliśmy, do czego ono służy. Szybko odkryliśmy jednak, że jest to po prostu radio. Pomysł nietypowy, aczkolwiek lepiej sprawdziłoby się działające wi-fi, z którego mimo kilku prób nikt nie był w stanie korzystać.

Całą podróż z grubsza oceniam pozytywnie. Na przyszłość pozostała jednak nauczka – bilety na pociąg, autobus, czy cokolwiek innego zawsze lepiej kupować z wyprzedzeniem :).

Ciudad de las Artes y las Ciencias – Miasteczko Sztuki i Nauki w Walencji

To miejsce zachwala każdy przewodnik turystyczny. I rzeczywiście – kryje mnóstwo ciekawostek, ale i mnóstwo pułapek. O tym, co zrobić, by ich uniknąć, dowiesz się w tym artykule.

Ciudad de las Artes y las Ciencias (Miasteczko Sztuki i Nauki) to największa atrakcja turystyczna w Walencji. Kompleks zaprojektował znany hiszpański architekt – Santiago Calatrava. Całość zajmuje obszar o łącznej powierzchni 350 000 m² i obejmuje kilka odrębnych budynków:

  • El Oceanogràfic – Oceanarium w Walencji (największe w Europie oceanarium)
  • El Hemisfèric – Planetarium oraz kino IMAX,
  • El Museo de las Ciencias Príncipe Felipe – Muzeum Nauki Księcia Filipa,
  • El Palau de les Arts Reina Sofía – Pałac Sztuki Królowej Zofii,
  • El Umbracle

Oceanarium w Walencji

Meduzy w Oceanarium w Walencji
Meduzy w Oceanarium w Walencji

Oceanarium w Walencji (El Oceanogràfic) to największe oceanarium w Europie. Ryby, delfiny, foki, morsy, pingwiny, legwany, żółwie, tropikalne ptaki… tysiące gatunków rozmaitych zwierząt wodnych w pomieszczeniach, które symulowały warunki występujące w różnych strefach klimatycznych. Duże wrażenie robi także szklany tunel przecinający jedno z akwariów. To dość surrealistyczne uczucie, gdy tuż obok Ciebie, nad Twoją głową lub niemal na wyciągnięcie ręki przepływają obok Ciebie na przykład ławice piranii.

W Oceanarium w Walencji organizowane są też pokazy umiejętności delfinów. Aby je zobaczyć, nie trzeba długo czekać. Występy w delfinarium odbywają się cyklicznie przez cały dzień, a pojedynczy pokaz trwa około pół godziny. Szczególnie dobrze bawią się przy tym dzieci. Organizowane są dla nich konkursy i zabawy, podczas których mogą nawet pogłaskać delfina.

El Hemisfèric – Kino 3D

Na ogromnej przestrzeni 13 000m2 znajdziemy planetarium oraz kino przystosowane do wyświetlania filmów 3D. Nieco zaokrąglona płaszczyzna, na której wyświetlane są seanse sprawia, że można odnieść wrażenie, jakbyśmy byli otoczeni przez ekran. Wśród wyświetlanych filmów znajdziecie zarówno te animowane, jak i te przesycone efektami specjalnymi.

https://youtu.be/swmEo8ErQkY

Możecie też trafić na produkcje bardziej stonowane, ale osobiście – zdecydowanie je odradzam, bo z dużym prawdopodobieństwem złapiecie się na tym, że zasypiacie :). Mnie to niestety skutecznie dotknęło, ponieważ zdecydowałam się kilkunastominutowy film o kosmosie. Jak się okazało był on okraszony przyjemną dla ucha, ale zarazem bardzo usypiającą muzyką klasyczną, która w połączeniu z wolno przesuwającymi się obrazami kosmosu i spokojnym głosem lektora tworzyła idealny klimat do tego, aby uciąć sobie małą drzemkę…

Muzeum Nauki Księcia Filipa

ciudad-de-las-artes-y-ciencias-bote
Jeden z eksponatów w Miasteczku Sztuki i Nauki (Ciudad de Las Artes y las Ciencias)

W Mieście Sztuki i Nauki znajdziemy także ogromny gmach Muzeum Nauki. To miejsce, w którym prezentowane są najważniejsze osiągnięcia naszej cywilizacji. Mnóstwo tu paneli informacyjnych, zdjęć, filmów, pokazów oraz przestrzeni, w których każdy może samodzielnie przeprowadzić rozmaite eksperymenty. Jeśli odwiedzaliście kiedyś Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, to Muzeum Nauki Księcia Filipa można nazwać jego kilka razy większym bratem.

Jest też kilka minusów. Podczas naszej wizyty dużo urządzeń miało etykietkę „Out of order”, czyli mówiąc wprost – były zepsute. Problemem było też czasem przebrnięcie przez długie instrukcje wyjaśniające działanie niektórych instalacji. Lepszym rozwiązaniem byłoby pokazanie ich działania np. w formie infografiki, jednak tych nie było tam zbyt wiele. Kolejna rzecz, do której można się przyczepić to fakt, że część atrakcji była dostępna wyłącznie w języku hiszpańskim (np. Teatr elektryczności). Dla mnie, jako fanki nowych technologii, dużym rozczarowaniem był też fakt, że brakowało w tym miejscu najnowszych osiągnięć techniki, np. dronów, robotów ze sztuczną inteligencją… Ale może mam zbyt duże oczekiwania?

Tak czy inaczej myślę że Muzeum Nauki Księcia Filipa to ciekawe miejsce, które warto odwiedzić szczególnie z dziećmi w wieku szkolnym. Będą tutaj mogły na własną rękę sprawdzić prawa fizyki czy chemii, które na lekcjach poznają tylko w teorii.

Pałac Sztuki Królowej Zofii

Otwarty w 2005 roku pałac to miejsce, w którym odbywają się najważniejsze spektakle teatralne i operowe w Walencji. El Palau de les Arts Reina Sofía to także siedziba oficjalnej Orkiestry Wspólnoty Walenckiej.

El Umbracle

Pasaż ogrodowy z różnymi gatunkami roślin występującymi tylko we Wspólnocie Walenckiej. Nad całością wznoszą się charakterystyczne białe łuki, z których można zobaczyć całe Miasteczko Sztuki i Nauki.

Co warto wiedzieć?

  1. Na wycieczkę po Miasteczku Sztuki i Nauki po prostu MUSISZ przeznaczyć co najmniej jeden dzień. I mówiąc „jeden dzień” mam na myśli dosłownie czas od momentu otwarcia tego miejsca do jego zamknięcia. Jeśli wybierzesz się zbyt późno, pozostanie Ci walka z czasem, którą z dużym prawdopodobieństwem i tak przegrasz. Jeśli wybierasz się z dziećmi dobrym pomysłem będzie nawet rozłożenie wycieczki na dwa dni.
  2. Kupując bilet na seans w El Hemisfèric, zwróć uwagę na godzinę jego wyświetlania. W międzyczasie możesz odwiedzić pozostałe części Miasta Sztuki i Nauki, ale zwracaj uwagę na zegarek, tak aby nie przegapić swojego seansu (polecam ustawienie przypomnienia na telefonie).
  3. Jeśli nie chcesz przepłacać, weź ze sobą wodę. Co prawda możesz kupić ją także na miejscu (np. w automatach), ale jej ceny są tam kilka razy wyższe niż w zwykłym sklepie ;).
  4. Część atrakcji Miasteczka Sztuki i Nauki jest opisana w języku angielskim, ale wiele z nich zdecydowanie wymaga znajomości języka hiszpańskiego. Bez tego niestety trudno Wam będzie zrozumieć niektóre prezentacje lub zajęcia warsztatowe, które można znaleźć w Muzeum Nauki Księcia Filipa.
  5. Rozczarowaniem może być fakt, że część instalacji, które znajdują się w Muzeum Nauki Księcia Filipa jest zepsuta. Podczas naszej wycieczki tego typu sytuacji było niestety bardzo dużo, ale być może mieliśmy akurat pecha…

Informacje praktyczne

Miasteczko Sztuki i Nauki na mapie Walencji

Loty do Walencji

 

Hotele w Walencji


  Darmowe przewodniki po Hiszpanii  

Inne atrakcje w regionie Walencji

Każdy region Hiszpanii dzieli się na prowincje. Ich nazwy często pokrywają się z nazwami głównych miast wchodzących w ich skład. Wspólnota autonomiczna Walencji składa się tylko z jednej prowincji. W jej skład wchodzi jednak wiele miejscowości, które mają do zaoferowania rozmaite atrakcje turystyczne. Oto niektóre z nich:
ProwincjaAtrakcje turystyczne i Ciekawe miejsca
WalencjaMiasto Sztuki i Nauki (Ciudad de las Artes y las Ciencias), Oceanarium w Walencji, BIOPARC Walencja, Stadion Mestalla, Targ Główny Mercado Central w Walencji, Ogrody Turii, Dolina i zamek Guadalest. Popularne miasta: Walencja 
AlicanteZamek św. Barbary (Castillo de Bárbara), Jaskinie Canelobre, Wodospady Algar (Fuentes de Algar), Promenada Explanada de España, Muzeum Volvo Ocean Race, Port w Alicante (Puerto de Alicante), Park rozrywki, Terra Mítica, Park naturalny El Peñón de Ifach, plaże w Alicante (np. Playa del Postiguet, Playa de San Juan), plaże w Torrevieja (np. plaża El Cura, Playa de la Mata, Playa de los Locos), Plaża Granadella (Playa de la Granadella) w miejscowości Jávea. Popularne miasta: Alicante, Benidorm, Torrevieja, Jávea, Santa Pola, Elche, Villajoyosa, Calpe, El Campello, Altea, Xàtiva, San Juan de Alicante, Guardamar del Segura, La Marina, San Miguel de Salinas, Sant Vicent del Raspeig, Pilar de la Horadada, Cabo Roig, Ciudad Quesada, L'Alfàs del Pi, komarka Baix Vinalopó
CastellónCastellón de la Plana
Zobacz także: Wybrzeże Costa Blanca, Fiesta Els Enfarinats, Wyspa Tabarca, Fallas de Valencia, Hogueras de Alicante, Pogoda w Alicante, Pogoda w Walencji
 

Wyspy Galapagos i teoria Darwina

Wulkaniczne Wyspy Galapagos kojarzone są głównie z olbrzymimi żółwiami. Różnorodność tego archipelagu nie kończy się jednak tylko na tych gadach.

Wyspy Galapagos na swojej stosunkowo niewielkiej przestrzeni (8 tys. km2) goszczą setki gatunków zwierząt i roślin, których nie znajdziesz nigdzie indziej na świecie. Brzmi ciekawie? To dopiero początek!

Wyspy Galapagos swoją nazwę zawdzięczają… tak, oczywiście że żółwiom! Jeden z zamieszkujących tam gatunków posiada skorupę przypominającą siodło, które w archaicznej wersji języka hiszpańskiego brzmi galápago. Wymiennie stosuje się również określenie Archipiélago de Colón (Archipelag Kolumba). Zostało ono nadane z okazji 400. rocznicy odkrycia Ameryki przez Krzysztofa Kolumba. Popularnym określeniem, którego znaczenia nie trzeba wyjaśniać są też Wyspy Żółwie. Z kolei nieco mniej znane – Archipiélago de Ecuador – zostało nadane Wyspom po przyłączeniu ich do Ekwadoru (1832).

W starszej literaturze możecie spotkać się też z nazwą Las Enctantadas (w wolnym tłumaczeniu: Zaczarowane Wyspy). Nazwę tę nadał kapitan Diego de Rivandeira (XVI w.), który miał wrażenie, że wyspy, które widzi dryfują po morzu.

Wyspy Galapagos nigdy nie miały połączenia z lądem. Początkowo była to jedna wyspa, która wyłoniła się z oceanu. Za sprawą ruchów tektonicznych rozpadła się ona na kilka mniejszych lądów, tworząc archipelag.

 

Wyspy Galapagos z endemicznymi gatunkami roślin i zwierząt

Gdy mówimy o unikalnej faunie tego obszaru, wbrew pozorom chodzi nie tylko o ogromnej wielkości żółwie. Archipelag ten jest jednym z niewielu miejsc na świecie, w którym można znaleźć tak liczną grupę endemitów. Nikogo nie zdziwi więc pewnie fakt, że 98% tego obszaru jest pod ochroną Parku Narodowego Galapagos.

Najpopularniejsze endemiczne gatunki zwierząt na Wyspach to: żółw słoniowy, legwan z Santa Fe, legwan morski, jaszczurki lawowe, iguana morska (jedyny gatunek jaszczurki, która potrafi pływać), gigantycznej wielkości nielotny kormoran oraz pingwin równikowy, który jest jedynym gatunkiem pingwina żyjącym na północnej półkuli. Warto też dodać, że żadnego z występujących tam gadów i ssaków nie znajdziemy w innym miejscu na Ziemi. Z kolei w przypadku ptaków, aż 76 z 89 występujących tam gatunków to endemity. Płazy oraz ryby słodkowodne nie występują na Wyspach Galapagos.

Do 2012 r. na Archipelagu żył ostatni przedstawiciel z gatunku olbrzymich żółwii Galapagos. Ważył 360 kg i mierzył 1,8 m. Mimo licznych prób znalezienia mu odpowiedniej partnerki, żadna nie zakończyła się sukcesem.

Lonesome George, bo tak go nazwano, zmarł w wieku około 100 lat.

 

Jak Darwin rozsławił Wyspy Galapagos?

Jest rok 1535. Biskup Panamy Tomás de Berlanga odbywa właśnie podróż do Peru. Będąc już niedaleko celu, silny prąd morski znosi jego statek na pełny ocean. Załoga zaczyna narzekać na brak wody i pożywienia. Ku zaskoczeniu żeglarzy na horyzoncie zaczynają pojawiać wysokie szczyty wysp. Tak odkryto Galapagos.

Biskup w swoim sprawozdaniu dla króla Karola V opisywał ogromnej wielkości żółwie, legwany i ptaki, które nie czuły żadnego lęku przed człowiekiem (możemy to obserwować do dziś). Odkrycie nowego lądu nie zainteresowało jednak konkwistadorów żadnego kraju. Przez długi czas Wyspy pełniły rolę magazynu dla żeglarzy, którzy w tym miejscu przechowywali mięso i wodę. Był to też główny punkt połowu wielorybów i fok.

Największy rozgłos archipelag zyskał dopiero po wizycie Karola Darwina (XIX w.). Jego teorię ewolucji wielokrotnie uzasadniano zjawiskami przyrodniczymi, które miały miejsce na Galapagos. Mówiąc konkretniej chodziło o grupę kilkunastu gatunków zięba wywodzących się od wspólnego przodka przybyłego kiedyś na Wyspy. Z powodu rozprzestrzeniania się, poszczególne gatunki ulokowały się na różnych wyspach Archipelagu, co z czasem znalazło swoje odbicie w budowie ich ciała. Ich rozmiary i kształt dziobów wskutek adaptacji do nowego ekosystemu zmieniły się w taki sposób, aby jak najlepiej przetrwać panujące tam warunki.

Sam Darwin jednak, wbrew powszechnej opinii, dla ostatecznego sformułowania swojej teorii wykorzystał obserwacje doboru sztucznego gołębi, a nie ziębów. Mimo to ptakie te znane są one na Galapagos pod nazwą zięby Darwina.

Wyspy Galapagos idealne urlop?

Teoretycznie nie ma złego momentu na odwiedzenie tego wyjątkowego Archipelagu. Niemniej jednym z elementów programu ochrony przyrody prowadzonego przez rząd Ekwadoru jest ograniczanie ilości turystów znajdujących się w tym samym czasie na Wyspach. Problemy z wizytą mogą pojawić się głównie w szczycie sezonu, czyli od czerwca do września.

Poza sezonem Wyspy wydają się być spokojniejsze. Należy jednak pamiętać, że jest to okres pory deszczowej (styczeń-czerwiec), dlatego mimo wysokiej temperatury, codzienne opady w tych miesiącach to norma. Pory roku są zresztą istotne dla całego ekosystemu Galapagos. Planując urlop, warto je wziąć pod uwagę, ponieważ w zależności od tego, jaką porę wybierzemy, możemy spotkać całkowicie inne gatunki zwierząt. Niektóre z nich są bowiem bardziej aktywne w porze deszczowej, a inne – w porze suchej.



Booking.com

„Małe” co nieco dla miłośników mocnych wrażeń

Jeśli kiedykolwiek marzyło Ci się stanąć oko w oko z rekinem, to już wiesz, gdzie musisz pakować się na kolejne wakacje.

galapagos-rekin-wielorybi-hispanico
Jeden z mniejszych osobników rekina wielorybiego.

Wody wokół Wysp Galapagos słyną z ogromnych ławic tych drapieżników. Rekin młot oraz rekin wielorybi to najpopularniejsze gatunki, które spotkasz w tym rejonie. W przypadku tego ostatniego jest to o tyle ciekawe, że jeśli nie zostanie sprowokowany, nie zaatakuje człowieka. Nie zmienia to jednak faktu, że jeden ruch ogonem rekina wielorybiego może zmiażdżyć dorosłego człowieka. Ale to nic dziwnego, gdy wziąć pod uwagę to, że ten gatunek mierzy średnio 14 metrów, a jego waga sięga do 13 ton!

Mimo sporego zagrożenia miłośników nurkowania zarówno z tymi dużymi, jak i mniejszymi odmianami żarłaczy z roku na rok przybywa. Aby wziąć udział w tego typu atrakcji trzeba jednak pamiętać o zdobyciu z wyprzedzeniem odpowiedniego doświadczenia oraz przeszkolenia.

Koniec świata w Patagonii

Zachwycają Cię fiordy? Lubisz chodzić po górach? Najlepiej czujesz się podczas rejsu statkiem? A może marzy Ci się przechadzka po lodowcu? Poznaj krainę, która zapewni Ci to wszystko i dużo więcej!

Patagonia to rozległy region Ameryki Południowej, który położony jest na terenie aż dwóch krajów – Chile i Argentyny. Nazwa tej krainy wzięła się od słowa patagón (wielka stopa) używanego przez Ferdynanda Magellana (1520) dla określenia rdzennej ludności tego obszaru. Według zapisków odkrywcy region ten zamieszkiwali ludzie znacznie wyżsi od Europejczyków. Jedna z teorii mówi, że to właśnie z tego powodu Magellan określał ich mianem wielkiej stopy. Obecnie przypuszcza się, że tubylcy, których spotkał podróżnik byli członkami plemienia Tehuelche. Dziś ta grupa etniczna liczy zaledwie kilka tysięcy.

Unikalna na skalę światową różnorodność krajobrazów, fauny i flory

Krajobraz Patagonii nie ma sobie równych. Znajdziesz tutaj zarówno ciągnące się kilometrami równiny, rozległe pasma górskie, lasy deszczowe, jaskinie, krainy pełne śniegu, a nawet (lub raczej przede wszystkim) lodowiec! Ta niepowtarzalna kombinacja sprawia, że jest to jedno z niewielu tak bardzo różnorodnych miejsc na świecie.

Patagonia zachwyca także pod kątem unikalnych gatunków zwierząt, jakie można znaleźć w tym regionie. Należą do nich między innymi: puma patagońska, pingwiny magellańskie, słonie morskie, gwanakos (przypominające lamę), wieloryby.

Klimat tego regionu jest dość specyficzny, a momentami wręcz nieprzewidywalny. W okresie letnim temperatury wynoszą od 4°C do 12°C, natomiast w okresie zimowym – od -6°C do 2°C. Na dalekim południu Patagonii dominują z kolei stałe, zachodnie wiatry. Ich wpływ na tamtejszą florę jest bardzo widoczny chociażby na przykładzie charakterystycznie wygiętych drzew.

Koniec świata

Jeśli myślałeś kiedyś o tym, aby wybrać się na koniec świata, to dobrze się składa. Znajdujące się na archipelagu Tierra del Fuego miejscowości Ushuaia (Argentyna) oraz Puerto Williams (Chile) to najdalej wysunięte na południe miasta na świecie.
Jak do nich dotrzeć? Ba! Oczywiście pociągiem na koniec świata (El Tren del Fin del Mundo). Kiedyś był on częścią linii towarowej kursującej do więzienia w Ushuaia. Dziś jego funkcja ogranicza się do przewozu turystów wzdłuż południowej linii kolejowej.

Nazwa archipelagu Tierra del Fuego (Ziemia Ognista) pochodzi od poświaty jaką w 1520 r. zobaczyli przy brzegu żeglarze Magellana. Przypuszcza się, że światło to pochodziło od ognisk rozpalonych przez zamieszkujące ten teren plemię.

 

patagonia-ushuaia-koniec-swiata-fin-del-mundo
Ushuaia w Argentynie to miasto (dosłownie) na końcu świata

Cueva de las Manos

Jeszcze jeden powód, dla którego Patagonia powinna być Twoim numerem 1 podczas podróży po Ameryce Południowej to Cueva de las Manos (Jaskinia Rąk). Mimo swojej nazwy chodzi jednak nie o jedną, ale o kilka jaskiń w prowincji Santa Cruz (Argentyna), w których znajdują się między innymi malowidła ludzkich dłoni.

patagonia-cueva-de-las-manos-jaskinia-rak-jaskinia-dloni
Cueva de las Manos, Santa Cruz (Argentyna)

Malowidła te zostały wykonane prawdopodobnie przez członków plemienia Tehuelche około 9000-13000 lat temu. Technika była dosyć prosta. Po przystawieniu do skały ręki (głównie lewej), poprzez trzymaną w prawej dłoni rurkę wydmuchiwano kolorowy atrament.

Ze względu na swoją nieocenioną wartość kulturową jaskinie kompleksu Cueva de las Manos w 1999 roku zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Imigranci w Barcelonie

Ostatnia podróż do Barcelony obfitowała w wiele ciekawych spostrzeżeń. Jednym z nich była rzesza imigrantów ze Wschodu i Afryki, którzy opanowali to miasto. Chciałabym pokazać Wam to zjawisko z perspektywy przeciętnego turysty i tego, na co warto zwracać uwagę, robiąc biznesy z imigrantami.

Bezcenne produkty spożywcze

Jeśli chcesz zadbać o swój portfel, zakupy spożywcze staraj się robić w większych supermarketach. Ceny w mniejszych sklepach (prowadzonych przez imigrantów) mogą być często kilkukrotnie wyższe. Co więcej, w wielu z nich produkty nie są w ogóle oznaczone ceną, a sprzedawcy zamiast korzystania z kasy fiskalnej, używają kalkulatorów lub kartki papieru i długopisu – nie licz na paragon :). Efekt? Zakup butelki wody, bagietki i oliwek może kosztować Cię nawet 15€. W większym dyskoncie (np. Careffour, którego często można spotkać w Barcelonie) za te same produkty zapłacisz około 5€.

O tych bolesnych różnicach cenowych przekonaliśmy się niestety na własnej skórze już pierwszego dnia… Na domiar złego sprzedawcy unikają rozmów z turystami, dlatego jakakolwiek próba dociekania cen poszczególnych produktów kończy się niepowodzeniem.

Skoro różnice są tak duże, to pytanie, dlaczego tego typu sklepu utrzymują się na rynku? Ich główną przewagą jest dostępność. Chodzi nie tylko o fakt, że znajdziesz je praktycznie na każdej ulicy, za rogiem, obok hotelu czy na starówce. Równie istotne jest to, że ich godziny otwarcia są właściwie bezkonkurencyjne w stosunku do sklepów typowo hiszpańskich. Bez względu na to, czy trwa właśnie sjesta, jest późny wieczór albo bardzo wczesny poranek – zawsze znajdziesz w pobliżu mały, arabski sklep, który zaspokoi Twoje potrzeby. Cóż, kij ma dwa końce…

Sklepy z pamiątkami

La Rambla podobnie jak cała stara dzielnica Barcelony słynie z dziesiątek (albo i setek?) sklepów z pamiątkami. Większość z nich prowadzona jest przez imigrantów ze Wschodu. W przeciwieństwie do sprzedawców w sklepach spożywczych, ci jednak są bardziej rozmowni. Chętnie zaproponują ciekawe rabaty na rozmaite pamiątki, a jeśli robisz większe zakupy i nieco się potargujesz, możesz wyjść na tym całkiem nieźle.

Minus tego typu sklepów z pamiątkami to małe zróżnicowanie oferty. Po odwiedzeniu dziesięciu z nich, szybko zauważysz, że wszędzie znajdują się praktycznie te same produkty (co ciekawe, ich ceny niekoniecznie jednak są takie same). Jakość tych produktów czasem również pozostawia sporo do życzenia, dlatego zanim cokolwiek kupisz, sprawdź kilka razy, czy na pewno nie zawiera defektów.

Prawdziwi koneserzy pamiątek, którzy liczą na hiszpańskie rękodzieło, niestety nie znajdą w takich sklepach niczego interesującego. Aby zdobyć pamiątki znakomitej jakości i pochodzące w 100% z Hiszpanii trzeba się nie tylko trochę nachodzić, ale i zapłacić dużo więcej. Sporo takich sklepów znaleźć można w wąskich uliczkach dzielnicy gotyckiej, w których nieraz kryją się prawdziwe skarby.

Łan Jero Man

Parque Guell, Parc Guell, Gaudi, Barcelona // Hispanico.pl
Łan Jero Man w Parque Güell, Barcelona

Spotkasz go na plaży, na starówce, w Parque Güell, a nawet przy magicznych fontannach Montjuïc. Imigrant ze Wschodu lub Afryki, który za 1€ sprzeda Ci to, czego wcale nie szukałeś lub zaoferuje usługę, o jakiej nie marzyłeś. Wachlarz usług i produktów jest szeroki, ale zwykle pokrywa się tematycznie z miejscem, w którym aktualnie się znajdujesz. Na plaży możesz zostać uraczony kilkunastominutowym masażem, usługą plecenia warkoczyków, drinkiem, piwem lub papierosem. Na ulicach w zabytkowych częściach miasta za 1€ kupisz niewielkie pamiątki, a przy fontannach Montjuïc – świecące w ciemności gadżety.

Tego typu działalność (przynajmniej w wiekszości przypadków) nie jest legalna. Najlepiej można się o tym przekonać w Parque Güell, gdzie sprzedawcy prezentują swoje produkty na łatwo zwijalnych płachtach lub w przypadku wiszących gadżetów – na rozłożonych parasolach. Gdy tylko w pobliżu pojawia się policja, sprzedawcy wraz z całym swoim asortymentem znikają w ciągu zaledwie kilku sekund. Ale spokojnie… nie znikają na zawsze. Zmieniają jedynie lokalizację, więc z pewnością znajdziesz ich w innej części parku.

Łan Jero Meni w całej swej przedsiębiorczości nie są na szczęście nachalni, a czasem ich produkty mogą okazać się faktycznie przydatne. Tak czy inaczej nie licz na pogawędkę – ich hiszpański czy angielski rzadko pozwalają na konkretniejszą rozmowę. Co więcej, dziwna wymowa niektórych słów może wręcz wprowadzać w błąd… tak było, gdy pewnego dnia jeden ze sprzedawców piwa wołał Łan jero bjer! Łan jero bjer!, co w pierwszej chwili odebrałam jak polskie Bierz jedno euro!

Ximena Sariñana i jej przepis na sukces

Urodziła się 20 października 1985 r. w Guadalajarze (Meksyk). Ma na swoim koncie trzy studyjne albumy i siedem singli.

Wzięła udział w kilkunastu produkcjach filmowych, a w meksykańskiej wersji Mam Talent (Mexico tiene talento) od 2014 r. występuje w roli jury. Jak to możliwe, że dwudziestodziewięciolatka zdążyła zrobić w swoim życiu tak wiele? Poznajcie Ximenę Sariñanę – kobietę stworzoną do odnoszenia sukcesu.

W wieku dwóch lat Ximena wzięła udział w koncercie Elli Fitzgerald. Jak sama mówi był to przełomowy moment w jej życiu, ponieważ od tego rozpoczęła się jej przygoda z muzyką. Wkrótce potem do grona jej ulubionych artystów dołączyli Paul Simon oraz Tracy Chapman. Mając siedem lat Ximena zaczęła brać lekcje śpiewu oraz gry na fortepianie, co zaowocowało w przyszłych latach.

Ximena Sariñana na szklanym ekranie

Mimo swojego ogromnego talentu muzycznego i charakterystycznej barwy głosu, to nie od muzyki, a od produkcji filmowych rozpoczęła się kariera tej artystki. W wieku zaledwie dziewięciu lat po raz pierwszy wystąpiła w filmie (Hasta morir) reżyserowanym przez jej ojca. Dwa lata później wcieliła się w rolę Marieli w popularnej telenoweli Luz Clarita. Swój udział Ximena miała także w dwóch innych telenowelach – María Isabel (jako Rosa Isela) i Gotita de amor (jako Enriqueta).

Poza telenowelami artystka grała także w wielu pełno- i krótkometrażowych filmach, z czego najbardziej znane to: El Segundo AireNiñas Mal, Amar Te Duele oraz Dos abrazos. Za ten ostatni Ximena otrzymała nagrodę za Najlepszą Rolę Kobiecą podczas 38. edycji rozdania Nagród Diosas de Plata. Ostatni pełnometrażowy film, w którym występowała aktorka to Enemigos Intimos reżyserowany przez jej brata, Sebastiana.

Dorobek muzyczny

Początki muzycznej kariery artystki sięgają 2002 r. Wówczas skomponowała trzy utwory do ścieżki dźwiękowej filmu Amar Te Duele. Nieco później w roli wokalistki występowała wraz z zespołem Feliz No Cumpleaños. Była to meksykańska grupa reprezentująca takie style muzyczne jak funk, jazz i pop-rock. Uwagę odbiorców Sariñana przyciągnęła jednak przede wszystkim coverem El Triste, oryginalnie wykonywanym przez ikonę mesykańskiej muzyki – José José.

Swój pierwszy album, Mediocre piosenkarka wydała w lutym 2008 roku. Co ciekawe był on nagrywany w trzech różnych miastach – Buenos Aires, Argentynie i Urugwaju. Większość piosenek na płycie została napisana przez samą Ximenę. Już miesiąc po premierze płyta pokryła się Złotem (ponad 50 000 sprzedanych egzemplarzy). Wkrótce potem była i Platyna (ponad 80 000 sprzedanych płyt). Album zyskał uznanie krytyków i publiczności zarówno w Ameryce Łacińskiej, jak i w Stanach Zjednoczonych. W 2009 roku był także nominowany do Latynoskiej Nagrody Grammy w kategoriach Najlepszy Nowy Artysta i Najlepsza Piosenka Alternatywna.

Drugi album zatytułowany po prostu Ximena Sariñana artystka wydała w listopadzie 2009 roku. Płyta została nagrana prawie w całości po angielsku – znalazła się na niej tylko jedna piosenka w języku hiszpańskim, Tú y yo. Krążek ten niestety nie przyniósł artystce takiego rozgłosu, jak jego poprzednik.

Na swojej ostatniej płycie (No todo lo puedes dar) wokalistka wróciła do korzeni, nagrywając ją w całości w języku hiszpańskim. To z tego albumu pochodzi między innymi znana piosenka Sin ti no puede estar tan mal.

Ximena Sariñana to uosobienie współczesnej, dążącej do celu kobiety. Młoda, piękna i utalentowana artystka zdobywa serca kolejnych fanów, a dla wielu z nich jest wręcz wzorem do naśladowania. Podczas gdy większość ludzi stara się, jak najlepiej optymalizować swój czas, by zrobić w życiu jak najwięcej – ona po prostu robi to,31 co kocha najbardziej. Być może to właśnie pasja i ogromne serce do tego co robimy jest prawdziwym kluczem do szczęścia i spełnienia? Tak czy inaczej trzymajmy kciuki za Ximenę i jej kolejne poczynania aktorsko-muzyczne.

Muñecas quitapenas – lalki, którym powierzysz smutki

Mierzą zaledwie 15-50mm. Składają się z drobnych drewnianych elementów, drucików, nitek i kartonu. Ręcznie robione miniaturowe laleczki to nieodzowny element kultury Gwatemali. Tak naprawdę to jednak nie tylko sztuka dla sztuki.

Wedug lokalnych wierzeń muñecas quitapenas są powiernikami wszelkich zmartwień. Jak to działa w praktyce? Przed snem zwierzasz im się ze smutków, które zaprzątają Ci głowę. Następnie umieszczasz lalki pod poduszką i kładziesz się spać. Tyle wystarczy, żeby rano obudzić się w dobrym nastroju. Proste, prawda?

Zwyczaj ten jest szczególnie popularny wśród dzieci. Niektórzy rodzice celowo zabierają w nocy lalki spod poduszki, co o poranku wzmaga w pociechach przekonanie, że ich smutki odeszły na dobre.

Muñecas quitapenas można kupić w większości hiszpańskojęzycznych krajów. Gdyby jednak nie było Wam po drodze, całkiem duży wybór znajdziecie też na Etsy, pod hasłem worry dolls.