La Doncella, 13-letnia dziewczynka złożona w ofierze przez Inków ponad 500 lat temu wraz z dwójką innych dzieci.

Ich ciała, zachowane w idealnym stanie odnaleziono 16 marca 1999 r. w komorze niedaleko szczytu andyjskiego wulkanu Llullaillaco. Dziś zmumifikowane ciało najstarszej dziewczynki można oglądać w argentyńskim Museo de Arqueología de Alta Montaña w Salcie.

Mumia wystawiona jest w ciemnym pomieszczeniu, w specjalnej kapsule, gdzie panują warunki podobne do pierwotnego miejsca pochówku ofiar: mała wilgotność powietrza, temperatura w granicach -17 stopni Celsjusza, niskie ciśnienie i mała zawartość tlenu. Osoby zwiedzające wystawę odnoszą wrażenie jakby dziewczynka spała i za chwilę miała się obudzić. To właśnie jej ciało jest najlepiej zachowane z całej trójki. Ciało młodszej dziewczynki zostało trafione piorunem przez co jest lekko zwęglone. Ciało chłopca było natomiast bardzo ciasno skrępowane liną.

Naukowcy, którzy prowadzili badania nad ciałami dzieci byli zszokowani stanem w jakim ich szczątki przetrwały ponad pięć stuleci. Zafascynowani znaleziskiem, czuli się również dość nieswojo, mając do czynienia z tak idealnie zachowanymi ciałami. W płucach małych ofiar nadal znajdowało się powietrze, a w sercu krew, która nadal była czerwonej barwy. Wszystko to jest efektem warunków panujących na szczycie wulkanu. Dlaczego Inkowie wybrali właśnie to miejsce na pogrzebanie dzieci? Wierzyli, że dostatek i dobrobyt pochodzą od sił nadprzyrodzonych i żeby je zapewnić trzeba im składać ofiary z ludzi. To właśnie ośnieżone szczyty miały być miejscami świętymi, dlatego wierzono, że ofiary składane wysoko w górach są szczególnie mile widziane przez bogów.

Ostatnie dni przed śmiercią

Według wierzeń Inków dzieci były stworzeniami idealnymi. Odnaleziona w 1999 roku trójka była ofiarą rytuału zwanego capacocha, którą składano by uświetnić ważne wydarzenia w życiu panującego monarchy.

Pierwszym etapem tego ponurego zwyczaju była selekcja dzieci odbywająca się w Cuzco, stolicy imperium. Były one wybierane spośród wszystkich w państwie. Musiały być bez skazy, idealne i piękne. Cały rytuał trwał około roku, co potwierdzają badania La Doncelli wskazujące na zmianę nawyków żywieniowych na lepsze około rok przed śmiercią. Prawdopodobnie mieszkała już wtedy w bogatej świątyni, gdzie jej dieta z chłopskiej, opartej na ziemniakach, zmieniła się na bogatą w kukurydzę i mięso, dostępną jedynie dla elit. Z badań ciał przeprowadzonych przez naukowców wynika także, że kilka miesięcy przed śmiercią najstarsza dziewczynka zażywała ogromne ilości koki i piwa z kukurydzy. Dwoje młodszych dzieci także dostawało środki odurzające, ale w mniejszym stopniu i nie tak długo. Prawdopodobnie najstarsza z ofiar była najbardziej świadoma tego, co je czeka, a alkohol i narkotyki pomagały ją otumanić i uspokoić. We włosach La Doncelli znaleziono także duży poziom kortyzolu (hormonu stresu), co mogłoby potwierdzać, że dziewczynka bała się tego co się z nią stanie.

Drugim etapem przygotowań był najprawdopodobniej czas festiwalu inkaskiego Inti Raymi Święta Słońca obchodzonego w dniu przesilenia zimowego. Wtedy wybór nastolatki na ofiarę został ostatecznie przypieczętowany. Prawdopodobnie dokonano rytualnego obcięcia jej kawałka włosów, które później zakopano w grobie. Wraz ze zbliżającą się śmiercią podawano jej coraz większe ilości piwa i koki.

Ostatnim etapem rytuału była wyczerpująca pielgrzymka na sam szczyt wulkanu. W świętym pochodzie brali udział kapłani oraz dostojnicy dworscy. Na szczyt góry dzieci dotarły dokładnie w dniu przesilenia letniego podczas festiwalu Capac Raymi. Każdy kto napotkał na swojej drodze pielgrzymów, padał przed nimi na twarz. Dla dzieci, które miały być pogrzebane na szczycie wulkanu, wielodniowa wędrówka była wyczerpująca. Aby ułatwić im przetrwanie tych trudów, zaczęto już całej trójce podawać alkohol i narkotyki. Gdy pochód dotarł do celu, kapłani najczęściej czekali, aż dzieci zasną odurzone używkami i wyczerpane wysiłkiem fizycznym. Gdy tak się stało, pogrzebano je żywcem w przygotowanym grobowcu.

Czasami ofiary były duszone lub zabijane przez rozbicie głowy maczugą. Ciała dziewczynek z Llullaillaco nie noszą jednak śladów przemocy. Jedynie ciało chłopca zostało tak mocno skrępowane liną, że jego żebra i miednica uległy przemieszczeniu. Prawdopodobnie jednak podczas śmierci dzieci nie były przytomne i zasnęły wyczerpane chorobą wysokościową, zimnem i nadmiarem środków odurzających.

Zmarli zasługują na spokój?

Wystawa w Salcie przyciąga tłumy zwiedzających, którzy chcą obejrzeć ciało inkaskiej dziewczyny. Otwarcie wystawy wiązało się jednak ze sprzeciwem ze strony Andyjskich Indian. Bali się oni, że zniszczenie komór ofiarnych może wywołać gniew bogów. „Ta wystawa to wielki błąd. Zmarłym należy się szacunek.” – mówił Miguel Suarez, przywódca szczepów z doliny Calchaquies. Dyrektor muzeum Gabriel Miremont zdecydował więc na otwarcie wystawy po cichu, bez medialnego szumu.

Ekspozycja zaprojektowana jest w taki sposób, że to zwiedzający wystawę sami decydują czy chcą zobaczyć martwe ciało La Doncelli. Jeżeli tak, wystarczy zapalić światło i obejrzeć najlepiej zachowaną mumię na świecie.

Marcelina Foltyn-Kaczmarek

Marcelina Foltyn-Kaczmarek

Specjalnie dla Was odkrywam tajemnice Hiszpanii i innych krajów, w których używa się pięknego języka hiszpańskiego. Szukam i opisuję ciekawostki z kultury, sztuki i życia codziennego. Mam nadzieję, że Was zainteresują!
Marcelina Foltyn-Kaczmarek

Latest posts by Marcelina Foltyn-Kaczmarek (see all)

PODZIEL SIĘ